|
Córka, ur. 28.04.1989 r.
Absolwentka I LO w Krakowie im. B. Nowodworskiego oraz średniej szkoły muzycznej w klasie wiolonczeli (PSM w Krakowie przy ul. Basztowej, dyplom na "5").
Znakomicie śpiewa, chce zostać aktorką.
* * *
Kraków, maj 2009
Witam wszystkich serdecznie!
Postaram się napisać o sobie krótko, bo primo - jestem najmłodsza z całej rodziny (najmniej mam do opisania), secundo - muszę się do tego zmobilizować, bo jedną z moich dosyć licznych, choć tematycznie powiązanych ze sobą wad jest gadulstwo, co Tatę czasem doprowadza do... nooo, nie lubi tego we mnie.
Jak czasem siebie samą nazywam w żartach, jestem „chodzącą tradycją domową” (inny wariant to „spuścizna” :-)) A to dlatego, że pomimo tego, że każde z trojga dzieci moich rodziców jest uzdolnione teatralno-wokalnie, to jednak ja jedyna odebrałam profesjonalne nauki muzyczne: właśnie jestem w dyplomowej klasie wiolonczeli Państwowej Szkole Muzycznej II stopnia im. Władysława Żeleńskiego w Krakowie. Poza tym jako jedyna zdecydowałam się na niepewną przyszłość zawodu artystycznego. Wybieram się do szkoły teatralnej i stale staram się rozwijać wokalnie poprzez lekcje prywatne i występy.
Pierwsze moje doświadczenia z estradą oczywiście zawdzięczam Tacie. Pamiętam konkretnie jeden, podczas Gorcstoku. Sporej wielkości namiot, ale jak najbardziej kameralny klimat, gdzie widać było twarze niemal całej publiczności – wszyscy życzliwi i szczerze cieszący się muzyką Taty. Śpiewaliśmy w czwórkę: Tata, pan Zbyszek, Weronika (moja siostra) i ja. "Piosenka z szabli", fenomenalne chórki, motoryczne bicie gitary, spora część publiczności śpiewała z nami – atmosfera poniosła mnie, sama byłam zaskoczona siłą swojego głosu, a Tata był zachwycony. Po występie dostałam ogromne brawa. Dla dziewczynki z piątek klasy podstawówki to było coś.
Myślę, że tamten moment uświadomił mi, że mogę coś w tej dziedzinie osiągnąć. Przynajmniej próbować.
I tak przez następne lata brałam udział w wielu różnych konkursach poezji śpiewanej i recytatorskich.
Stale dojrzewała we mnie fascynacja teatrem, filmem, aktorstwem w ogóle. Miałam świetny przykład w domu – moją Mamę. Pamiętałam jej występy z Teatru Wybrzeże w Gdańsku. Miałam zaledwie 4 latka, ale chłonęłam świat kreowany na scenie jak gąbka. Jeden z najczystszych zachwytów jaki przeżyłam w życiu, to gdy zobaczyłam Mamę na scenie jako Różę w przedstawieniu „Królowa Śniegu”...
W drugiej klasie gimnazjum wiedziałam już, że chcę być aktorką i jednocześnie, że nigdy nie zrezygnuję ze śpiewu. To przekonanie trwa do dziś, choć „niebezpiecznie” dobrze idzie mi ostatnio gra na wiolonczeli :-)))
Do moich największych osiągnięć zaliczam przede wszystkim:
- wygranie konkursu recytatorskiego w ramach festiwalu „Dedykacje - Czechow 2004” na PWST w Krakowie,
- rok później również I miejsce w konkursie recytatorskim „Monologi romantyczne” tamże,
- wygraną ex equo spektaklem „Świeczka zgasła” w duecie ze Zbyszkiem Lecznarem na 39. Festiwalu Małych Form Teatralnych w krakowskiej Grotesce, jednocześnie z wyróżnieniem za rolę Pani w tym spektaklu, a następnie wykonanie „Świeczki ...” w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.
Poza tym sporo nagród i wyróżnień w różnorakich konkursach – recytatorskich i poezji śpiewanej, lokalnych i wojewódzkich, polsko- i anglojęzycznych.
W mojej stopniowo coraz bardziej świadomej działalności artystycznej szukam „swojej działki”. Poza twórczością mojego Taty, którą cenię wysoko, inspirują mnie bardzo różne prądy i gatunki muzyczne, od jazzu, często smooth (m.in. śpiewam ze szkolnym Big Bandem, inspiracje Norah Jones, Diane Krall, Ella Fitzgerald, Frank Sinatra), przez piosenki Agnieszki Osieckiej (zajęcia z prof. Andrzejem Zaryckim, współpraca z Agatą Bryk przy aranżacjach na konkursy i nie tylko), rock i blues (już trzeci zespół rockowy...).
Jak widać, dużo tego kotłuje się w mojej głowie. Do tego dochodzi fascynacja motoryką muzyki barokowej, brzmieniem muzyki Karłowicza, ekspresją Brahmsa, bogactwem - przy wierności gatunkowi - i „klimatem” Piazzolli... Od dawna ciągnie mnie do tworzenia aranżacji na orkiestrę smyczkową. Szukam narzędzi, szukam krystalizacji środków, szukam ich syntez. Przez to może ostatnio zainteresowała mnie muzyka elektroniczna, nie tyle „syntetyczna”’ i sztuczna, co dająca możliwości zbierania brzmień i łączenia ich swobodnie. Stąd ostatnio na moim mp3 Imogen Heap i Bonobo.
Jedno jest pewne – piosenka musi mieć tekst. Dla mnie piosenka bez tekstu lub z tekstem potraktowanym „‘po macoszemu” nie istnieje, nie wchodzi w rachubę.
W teatrze i aktorstwie najbardziej lubię role ciężkie gatunkowo, złożone, wielowarstwowe, często tragiczne... co nie znaczy, że gra mi się je łatwo. To ciekawe, bo na co dzień jestem bardzo pogodną osobą, której znajomi dziwią się, gdy akurat się nie uśmiecha :-)) Mistrzami są dla mnie Szekspir (to niezdrowa fascynacja), Czechow, Dostojewski, Ibsen... stale szukam nowych inspiracji.
Mam silny charakter (to w rodzinie „znak firmowy”), więc prawdopodobnie nie wytrzymam całe życie w roli odtwórczej. Ciągnie mnie do kierowania zespołem, może reżyseria? - Myślę, że to niewykluczone, gdy zdobędę nieco więcej doświadczenia życiowego. Reżyser musi mieć coś do powiedzenia. Zresztą mam już niewielkie doświadczenie w tej kwestii – reżyserię Szopki Nowodworskiej 2007 (coroczne przedstawienie, „specjalność kuchni” I LO – organizacja ok. 50 osób!). Bardzo dobrze to wspominam.
Przede mną najważniejszy egzamin, dyplomowy z wiolonczeli. Egzaminy wstępne do szkół teatralnych. Formowanie się drogi artystycznej w kwestii wokalnej... To dla mnie ważny czas. Trzymajcie kciuki!
I znów się rozgadałam...wybaczcie. Nie wiem co wykreślić...
Pozdrawiam i życzę wiele radości i wzruszeń spowodowanych twórczością Pawła Orkisza
Natalia O.
|